środa, 21 lutego 2024

"Gdyby Jednak "Rebecca Yarros

Autorka ma niesamowity dar, do przelewania emocji na papier.
Niby zwykły Romans, ale potrafi wejść do serca i je poruszyć.
W przypadku bohaterów, tej książki, chyba można mówić o przeznaczeniu, bo ich pierwsze spotkanie jest przypadkowe, jednak nie da się go zapomnieć.
Każdy z nich ma swoje życie, jedno bardziej poukładane od drugiego.
W przypadku Neta najważnjsze jest, aby przetrwać, zważywszy na to, czym się zajmuje.
Ta książka jest jak balsam dla duszy, taka ciepła. Pokazuje miłość, której niestraszny jest czas i przeciwności losu.
Tu nie czeka was złamane serce, a raczej będziecie krok, po kroku, mogli je posklejać w całość. Ta książka łączy dwa brakujące elementy.
Tę historię możemy czytać w dwóch czasach.
Teraźniejszości i mamy także przeszłość.
Czyli wiemy co i jak, dlaczego, ale dowiadujemy się tego stopniowo, wszystko w swoim czasie.
Jest taki moment zwrotny, kiedy to Izzy uświadamia nam, że pewien bohater poboczny tej książki jest, a jakby go nie było.
Dopiero po tym momencie, wiemy, że coś jest nie tak, ale co, musicie dojść sami do tego.
Między bohaterami jest skomplikowana relacja pełna poświęceń, wyrzeczeń, dla dobra drugiej osoby.
Myślę, że Izzy miała gorzej, ponieważ musiała żyć, ze świadomością, że już więcej nie zobaczy Neta, każdy dzień na froncie mógłby być jego ostatnim.
Jednak jak wytłumaczyć sercu, żeby pokochało kogoś innego?
Z drugiej strony Nate musiał liczyć się z tym, że Izzy w końcu kogoś pozna i o nim zapomni..
Lubię takie Romanse, w których nie ma byle jakich dramatów, a jest historia, która naprawdę żyje, porusza i rozczula czytelnika.
Świetnie spędziłam czas, z tą książką.
Naprawdę gorąco polecam, wszystkim, którzy lubią takie emocjonalne romanse.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Złamane serce, prawdziwa miłości, szczypta rozczarowania, kraina elfów, Antarktyda i do tego wszystkiego Smoki.

Cześć. Dziś mam dla was podsumowanie Lutego. Przeczytałam 13 książek I jestem z siebie dumna. Swoją drogą, zastanawiam się, jakim cudem kied...